Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie
Irańczyk

20.12.2019
piątek

O Polsce piszą też dobrze

20 grudnia 2019, piątek,

Ostatnio głośno na świecie o Polsce, ale głównie w kontekście kolejnej odsłony walki o sądy. Moją uwagę przykuło co innego.

Polska nie ma znów najlepszej prasy. To, co dzieje się w kwestii ekspresowo przepychanej ustawy represyjnej, nie umyka zagranicznym mediom. I słusznie. Dlatego tak bardzo cieszy, kiedy zauważane są również inne, pozytywne informacje.

Chodzi o Fardina Kazemi, irańskiego kierowcę, który 3 grudnia utknął gdzieś pod Koziegłowami. Pan Fardin przywiózł do Polski rodzynki, a w drodze powrotnej z Czech miał odebrać towary, które potem trafiłyby do Iranu. Przez kilka dni koczował w swojej ponad 30-letniej amerykańskiej ciężarówce International 9670. Nie było go stać na naprawę. No i niespecjalnie się to opłacało. Na wysokości zadania stanęli jednak polscy kierowcy.

O sprawie pisze m.in. BBC. „Polacy są dla mnie jak anioły” – opowiada pan Fardin (cytat za „Dziennikiem Zachodnim”). Mówi o polskich kierowcach, którzy uruchomili zbiórkę crowdfundingową i w kilka dni zebrali prawie 250 tys. zł na nową ciężarówkę dla irańskiego kolegi po fachu. Cel, jakim było 100 tys. zł, osiągnięto w zaledwie 24 godziny. Do tego kierowcy przygarnęli go pod dach, nakarmili. Ten pozytywny przekaz idzie w świat.

Wprawdzie sprawa zakupu pojazdu okazuje się bardziej skomplikowana, bo model DAF podpada pod sankcje, jakimi Iran jest objęty.

Historia jest pozytywna i to niezwykle ważne, że zauważają ją zagraniczne media. Tyle że jeden przykład pięknej polskiej solidarności nie powinien uśpić czujności. Nie jesteśmy przecież narodem znanym szeroko z tolerancji wobec obcych, przeciwnie, więcej słychać o naszym antysemityzmie, rasizmie i ksenofobii. Sami wiemy, w czym rzecz. Uchodźców nie lubimy. Mieszkających w Polsce Arabów, Hindusów czy osoby o innym niż biały kolorze skóry nazywamy „ciapatymi” albo „brudasami” – w miejscach publicznych, w prywatnych rozmowach. Lubimy im wskazać, gdzie ich miejsce, pouczając, że mają „wypier… z Polski”. A jeśli mają kłopot ze słuchem, to umiemy pobić do nieprzytomności, a przynajmniej do krwi. Tacy też jesteśmy.

Nie piszę o tym po to, żeby zepsuć podniosły nastrój chwili, gdy poczuliśmy się dobrze i pomogliśmy sympatycznemu kierowcy z Iranu. Czujmy się też dobrze na co dzień, kolekcjonujmy dobre wieści i reagujmy, kiedy możemy. Kilka dni temu redakcyjna koleżanka była świadkiem rozmowy dwóch kobiet w metrze. Stojąc nad jej głową, głośno wymieniały poglądy na temat „ciapatych”. Kiedy koleżanka zwróciła paniom uwagę, usłyszała: „Proszę nie podsłuchiwać, to prywatna rozmowa”.

Nie wiem, czy interwencja pomogła, a pasażerki nie będą już publicznie rzucać uwag o „ciapatych”. Ale zarówno historię pana Fardina, jak i interwencję koleżanki wpisuję do kolekcji dobrych wiadomości.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php