Zbrodnia i kara. I coś jeszcze

„Żydowski terrorysta dostaje potrójne dożywocie za atak w Dumie” – pisze „Jerusalem Post”. Ten tytuł oddaje więcej, niż się wydaje.

„Żydowski terroryzm” – nie wszystkim w Izraelu mieści się w głowie, choć nie jest to żadna abstrakcja, tylko fakt. Jest więc m.in. Podziemie Gush Emunim, które w lat 70. i 80. dokonywało ataków na Zachodnim Brzegu i chciało wysadzić wzgórze świątynne. Jest grupa Sicarii, podpalająca cele związane z lewicą. Jest radykalnie prawicowa partia Kach. Jest Me’ir Kahane, założyciel Żydowskiej Ligii Obrony, uznany w USA za terrorystę, lider organizacji Terror przeciwko Terrorowi, która stała za atakami na Palestyńczyków. Warto jeszcze wspomnieć o Igalu Amirze, mordercy premiera Rabina Baruchu Goldsteinie, sprawcy masakry w meczecie Ibrahima w Hebronie (zginęło 29 osób), o brutalnym morderstwie palestyńskiego nastolatka Mohammeda Abu Khedeira (został spalony żywcem) dokonanego przez trzech żydowskich chłopaków, o działalności Meira Ettingera, wnuka Me’ira i kontynuatora jego „dzieła”. Przypuszczano, że inspirował atak w Dumie, ale brak na to dowodów.

Ettinger i tzw. młodzież ze wzgórz, czyli potomkowie osadników lub założycieli nielegalnych osad, sądzą, że Izrael w tym kształcie nie ma prawa istnieć. Nie uznają władzy państwa, bo to dzieło człowieka, a nie – jak zapisano w Biblii – Boga. Nikt nie może bronić im osiedlać się na ziemi nadanej im przez Ha-Szem. Przeszkadzają im wyznawcy innych wyznań – atakują kościoły, meczety. Nie chcą Palestyńczyków na ziemiach, które nie należą do nich. Żadne racje poza religijnymi nie mają znaczenia.

Nocą pod koniec lipca 2015 r. w miejscowości Duma niedaleko Nablusu doszło do potwornego ataku. 21-letni żydowski osadnik Amiram Ben Uliel wrzucił koktajle Mołotowa do dwóch palestyńskich domów. Jeden na szczęście był pusty, w drugim była rodzina Dawabsha. 18-miesięczny Ali spalił się żywcem. Jego rodzice zmarli wkrótce z powodu oparzeń. Przeżył tylko czteroletni Ahmed, brat Alego, jakimś cudem wyniesiony przez ojca na dwór. Jego ciało było poparzone w 60 proc.

Dziś sąd w Lod wydał wyrok. Ben Uliel został skazany na potrójne dożywocie za potrójne morderstwo, podwójną próbę morderstwa i podwójne podpalenie. Oczyszczono go z zarzutu przynależności do organizacji terrorystycznej, choć samo morderstwo sąd uznał za akt terrorystyczny. Sąd nie wykluczył, że sprawcę motywowała zemsta i rasistowskie pobudki. Na miejscu zbrodni znaleziono zresztą napisy: „Zemsta” i „Niech żyje Król Mesjasz” (slogan grup napadających na palestyńskie obiekty, zostawiający przy nich tzw. metki z ceną). Obrona próbowała dowodzić, że teksty wykonały dwie różne osoby, ale sąd odrzucił ten argument.

W Izraelu nie wszyscy wierzą i wierzyli w tę winę. Śledztwo szło jak po grudzie, oskarżano rząd, że nie traktuje sprawy priorytetowo. Podejrzanych wskazano dopiero na początku stycznia 2016 r. Jak się okazało, motywem była zemsta za morderstwo młodego Izraelczyka Malachiego Rosenfelda przez zamachowców z Hamasu, którzy ostrzelali samochód ze studentem w środku. Gdy odczytywano wyrok, żona Bena Uliego krzyczała, że skazano niewinnego człowieka.

Drugi podejrzany, dziś 19-latek, poszedł na ugodę – przyznał się do planowania morderstwa. Oskarżenie chciało pięciu i pół roku więzienia (dwa i pół już spędził w areszcie). Sąd uznał, że należał do organizacji terrorystycznej.

Ben Uliel jest ojcem. Gdy popełniał swój czyn, był studentem jesziwy, a jego córka była niewiele młodsza od Alego.