Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie

9.03.2020
poniedziałek

Słowa jak noże

9 marca 2020, poniedziałek,

W Izraelu szerzy się epidemia. Epidemia nienawiści. 4 listopada 1995 r. premier Icchak Rabin po wiecu na pl. Królów w Tel Awiwie zorganizowanym z okazji podpisania porozumień w Oslo szedł z ratusza do samochodu. Igal Amir strzelił do niego trzy razy, dwukrotnie celnie, jeden pocisk trafił ochroniarza. Kilkadziesiąt minut później Rabin zmarł na stole operacyjnym. To wciąż wielka trauma. Ale nie wszyscy wyciągnęli lekcję z tego, do czego prowadzi nienawiść.

Amir, parafrazując słynne zdanie, „nie spadł z nieba” Izraelowi. Nienawiść wylała się na ulice, Rabina przedstawiano jako zdrajcę, przebierano w nazistowskie mundury, porównywano do Hitlera. Kilka miesięcy przed morderstwem Netanjahu przewodził protestowi o charakterze pogrzebowego konduktu z trumną. Skandowano: „śmierć Rabinowi!”. Amir szukał zaś wsparcia u rabinów, by wydali wyrok śmierci na premiera, powołując się na tzw. prawo prześladowcy – din rodef.

Przez lata oskarżano Netanjahu o to, że gdy trzeba było zatrzymać tę kampanię nienawiści, nie zrobił po prostu nic. Bibi broni się, że to nieprawda, ale dowody temu przeczą. Dziś powoli, małymi krokami, wracają echa tamtej atmosfery.

„Trzeba zabić Ganca na pl. Rabina, niech dołączy do Rabina” – pisze ktoś na Facebooku. W ostatnich dniach główny rywal Netanjahu otrzymuje pogróżki śmierci, sprawa jest na tyle poważna, że wzmocniono jego osobistą ochronę. W mediach społecznościowych publikowane są zdjęcia Ganca i Lapida z politykami Zjednoczonej Listy w arabskich kefiach na głowie (w taki sposób portretowano też kiedyś Rabina, próbując go zestawiać z Jaserem Arafatem).

„Jeśli się nie obudzimy, polityczne morderstwo znów się zdarzy” – napisał Ganc na Facebooku. Oskarżył Netanjahu o podżeganie do nienawiści, przypomniał, co się zdarzyło w 1995 r. Jego zdaniem kampania nienawiści ma odwrócić uwagę od rozpoczynającego się wkrótce procesu premiera. Dla Netanjahu to najważniejsza bitwa w życiu: kim by był, gdyby stracił władzę?

Benny Ganc ma rację – nie można milczeć. Milczenie może Izrael wiele kosztować. „Nie pozwolę ci siać strachu. Nie pozwolę obrócić człowieka przeciwko jego bratu. Nie pozwolę doprowadzić do pierwszej wojny domowej współczesnego Izraela w zamian za wywinięcie się od procesu. Twój reżim podeptał wszelkie normy” – uważa Ganc. Niestety może mieć sporo racji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php