Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie

26.03.2015
czwartek

„Decydująca burza” w Jemenie

26 marca 2015, czwartek,

W Rijadzie wybiła północ, kiedy Arabia Saudyjska wraz z sojusznikami ruszyła na pomoc prezydentowi al-Hadiemu, broniącemu się wraz z lojalną wobec niego częścią jemeńskiego wojska w Adenie.

Nawet jeśli uda się wyrwać Jemen z rąk szyickich rebeliantów Huti, nie zakończy to problemów tego kraju. Nie mniej groźnym wrogiem jest panosząca się tu Al-Kaida, walka z którą nie jest celem obecnej operacji. Swoje dokłada też były dyktator, który przebiera nogami, by znów pojawić się w Sanie.

Już nie było na co czekać: rebelianci szyickiego plemienia Huti weszli do Adenu, godziny al-Hadiego były w zasadzie policzone. Pojawiły się nawet informacje, że prezydent z Adenu zbiegł. Jeszcze chwila, a władzę przejęliby Huti, którzy połączyli siły z wojskiem lojalnym wobec byłego prezydenta Saleha.

W tej chwili trwa operacja „Decydująca burza”, są naloty, są pierwsze ofiary cywilne – to mieszkańcy Sany, gdzie spadły pierwsze bomby. W akcji udział bierze 100 samolotów saudyjskich, 30 odrzutowców w barwach Zjednoczonych Emiratów Arabskich, 10 z Kataru, 15 z Bahrajnu i tyle samo z Kuwejtu, po 6 z Maroka i Jordanii oraz 3 sudańskie skierowano do operacji „Decydująca burza”.

Do walki przyłączają się Jordania, Egipt, Pakistan… Amerykanie nie biorą bezpośredniego udziału w operacji (chociaż zadeklarowali wsparcie logistyczne i wywiadowcze), jednak Iran już zdążył oświadczyć, że to „agresja wpierana przez Amerykanów”. Teheran zaprzecza oczywiście, że wspiera Hutich, ale nikt w to nie wierzy.

Jemen dołączył do ponurej kolekcji państw na Bliskim Wschodzie ogarniętych chaosem. Widać, że do spokoju wciąż daleko. Huti przejęli bazy lotnicze, ciężki sprzęt, ale jak długo mogą się bronić bez wsparcia z zewnątrz? To wsparcie mogłoby nadejść tylko z Iranu, ale na to się nie zanosi.

Wszystko wskazuje na to, że po atakach z powietrza rozpocznie się operacja lądowa. Arabia Saudyjska zadeklarowała, że może wysłać nawet 150 tys. żołnierzy. To powinno wystarczyć, by rozprawić się z Huti. Tyle że to niejedyny problem Jemenu.

Równie groźna jest przecież tutejsza Al-Kaida, która w Jemenie tworzy swój główny bastion i nie zamierza zmieniać swoich planów. Własne plany ma też obalony kilka lat temu Abdullah Ali Saleh, któremu marzy się powrót do pałacu w Sanie.

Jeśli więc celem tej „burzy” będzie wyłącznie rozprawienie się z Huti w celu przywrócenia rządów al-Hadiego, może okazać się, że nie jest ona wcale tak „decydująca”.

Stolica Jemenu, Sana. Fot. Judith Argila, Flickr CC by 2.0.

Stolica Jemenu, Sana. Fot. Judith Argila, Flickr CC by 2.0.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Empire strikes back w błyskawicznej reakcji na wkroczenie Hutich do Adenu. Stany Zjednoczone nie mogą przecież pozwolić by Iran, poprzez sprzymierzonych z nim Zajdów, miał potencjalnie kontrolę nad drugim obok cieśniny Ormuz super ważnym strategicznie wąskim gardłem – cieśniną Bab el-Mendeb. Spuściły zatem ze smyczy swojego sunnickiego saudyjskiego szakala wraz z posłusznymi mu pomniejszymi ścierwojadami, rwącego się i bez tego do ukrócenia wpływów szyickiego Iranu – konkurencyjnego mocarstwa regionalnego. Dla podparcia swej sypiącej się kontroli nad strategicznym regionem USA dolewa w ten sposób benzyny do ognia sekciarskiej wojny pomiędzy dwoma odłamami Islamu i do ogólnego krwawego zamętu.
    Jest to tylko kolejny etap rozpadu neo-kolonialnego porządku narzucanego Bliskiemu Wschodowi przez zachodnie imperia od 1916 roku, a bezpośrednio „blowback” (nieprzewidziane konsekwencje) amerykańskiej napaści na Irak w 2003 r., którą można by porównać do wrzucenia wiązki granatów do zagrzybionej rudery stojącej tylko dzięki podpierającym ją ze wszystkich stron belkom. W wyniku eksplozji zaczęła się walić, w zwolnionym tempie, ale coraz prędzej, a to co właśnie widzimy, to zapadnięcie się kolejnego piętra. Jakie będą tragiczne skutki rosnącego zamętu nie wiadomo, ale na pewno nieciekawe. Polityka i strategia światowego hegemona przypominają bowiem coraz bardziej paniczną ucieczkę przed pożarem prerii, w której dla odsunięcia grożącego mu, być może śmiertelnego, poparzenia, podpala coraz to nowe obszary, by za wszelką cenę zdobyć sobie chwilę ulgi, nie bacząc na ostateczne koszty takiej metody.
    W podsumowaniu – Jemen został w znacznej części opanowany przez zwalczających Al-Kaidę i sunnickich ekstremistów Hutich. USA też walczy z Al-Kaidą i sunnickim ekstremizmem, ale w tym akurat przypadku atakuje przez pośredników przeciwników Al-Kaidy.

  2. Ciekawie jest sluchac pierwszych dyskusji na powyzszy temat w serwisach informacyjnych.
    Jedno jest pewne, ze Stany Zjednoczone nie sa tak „niezaangazowanym” cialem jak to Pani sugeruje.
    Ale poruszono inny ciekawy aspekt sprawy. Padlo pytanie, co jest wiekszym zagrozeniem dla regionu, ISIS czy „ruchawka” w Jemenie. Jeden z komentatorow zauwazyl, iz ISIS dazy do dramatycznej zmiany oblicza Bliskiego Wschodu t.j. likwidacji istniejacych struktur panstwowych i zastapinia ich nowym tworem. Zagraza to kazdemy z panstw Bliskiego Wschodu z ososbna jak i regionowi w calosci. Jemen jest w sumie lokalna wojna, w ktorej zwasnione strony maja swoich zagranicznych „sponsorow”. Z tego punktu widzenia jest to problem ale nie katastrofa. Jesli jednak brac pod uwage dosyc niechetna reakcje krajow regionu ( poza Iranem) wobec dzialan ISIS i zmasowany „atak” na Jemen zdecydowanej wiekszosci ( poza Iranem),mozna by dojsc do wniosku, ze w Jemenie ma miejsce „byc albo nie byc” calego regionu. A tak chyba nie jest.
    Warto rowniez pamietac, ze dziesieciolecia temu w Jemenie, militarnie i politycznie ugrzazl Egipt.

    Pozdrawiam

  3. http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=16019

    Do poczytania, co było od dawna wiadome…….
    ==========

    vandermerwe
    27 marca o godz. 8:54

    Tak zwane Siły Dobra maja kolosalny problem z namierzeniem „swoich s…synów”.
    Sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, ci umiarkowani jeszcze wczoraj, dziś awansować moga do najzaciętszych wrogów, jutro do sojuszników, pojutrze do grona niezaangażowanych.
    Kogo napuścić na kogo?
    Kogo likwidować, kogo szkolic i dozbrajać i na jakim terenie?

    Biedni planiści z krajów ościennych i zamorskich, sa bezradni wobec dynamiki zdarzeń.
    Moim zdaniem, przywykli do żonglowania KRAJAMI, a nie PLEMIONAMI, sektami religijnymi, grupami zbrojnymi opartymi na charyzmie lokalnych watażków.
    Po prostu sie gubią.
    Przydałoby się odkurzenie XIX wiecznych metod zarzadzania koloniami.
    Tyle, że nie ma SPECJALISTÓW od takiego działania.
    Po prostu wymarli, a współcześni zostali przygotowani do całkiem innych realiów niż tak anachroniczne…..

    No metody zwalczania takich ruchów, nie miałyby nic wspólnego z humanizmem, czy prawami człowieka.
    Za duzo reporterów, za mało swobody działania dla wojska….

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. We wczorajszej GW Robert Stefanicki „Dlaczego Arabowie wolą Izrael od Hamasu”

    A w nim choćby taki fragment:

    [i]Niektórzy mają odwagę głośno powiedzieć to, o czym inni milczą. Saudyjski admirał w stanie spoczynku Umro Al-Amery skrytykował Palestyńczyków, szczególnie Hamas, podczas konfliktu z Izraelem: „Hamas i jego satelici na Synaju różnią się tylko nieznacznie od organizacji dżihadystycznych. Nigdy, ani przez jeden dzień, nie interesowało ich dobro mieszkańców Gazy, a tylko slogany i retoryka. W odróżnieniu od innych narodów świata Palestyńczycy nigdy nie byli szczerzy w sprawie wyzwolenia swojego kraju. Arabowie porzucili ich na samym początku, a oni nigdy się nie zorganizowali, ciągle oczekując pomocy, która nie przybyła… Problem palestyński od samego początku był lekceważony przez przywódców, którzy zawsze kupczyli krwią i zdjęciami dzieci [palestyńskich]”.[/i]

  6. @ zz,

    Trodno sie zgodzic zarowno z tytulem jak i trescia fragmentu. Przede wszsystkim nalezaloby sprecyzowac, kim sa owi „Arabowie” wolacy Izrael od Hamasu. Badania opinii publicznej swiata arabskiego wyraznie wskazuja na sympatie propalestynskie. Na pytanie, czy „problem palestynski” jest wazny, potwierdzajce odpowiedzi w swiecie arabskim sa miedzy 66% a 90%. Na pytanie, co jest zagrozeniem dla pokoju i stabilnosci na Bliskim Wschodzie, pomiedzy 47% a 59% wymienia konflikt izraelsko-palestynski. Jednoczesnie miedzy 44% ( Arabia Saudyjska) a 70% ( Zjednoczone Emiraty Arabskie) badanych jest gotowa do sprawiedliwiego ukladu pokojowego z Izraelem ale uwaza, ze Izrael nigdy nie odda terenow okupowanych w wyniku procesu pokojowego.
    Oczywiscie kazdy moze wypowiedziec swoje zdanie ale niekoniecznie owe opinie musza odzwierciedlac istniejacy stan rzeczy.

    Pozdrawiam

  7. vandermerwe,

    Wyniki badania opinii publicznej w krajach autorytarnych odzwierciedlają przede wszystkim wieloletnią politykę informacyjną rządów. Dla rządów państw islamskich Izrael i USA przez dekady byli wspaniałą wymówką dla własnej indolencji. W tej chwili jednak oś sporu zmienia kierunek – dla Arabii Saudyjskiej czy Egiptu wspierani przez Iran islamiści są znacznie większym zagrożeniem niż Izrael, który zagrożeniem jest żadnym.

    W przytoczonym przeze mnie artykule pojawiają się nawet informacje o tym, że Egipt mógłby zbrojnie interweniować w Gazie przeciw Hamasowi. W każdym bądź razie przejście w Rafah zostało jeszcze bardziej uszczelnione niż przejście z Izraelem, wyburzono tysiące domów, zniszczono mnóstwo tuneli. Gdyby to zrobił Izrael, wybuchłaby światowa histeria, ale to zrobił Egipt i jest cisza. Znamienne jest, że w związku z ostatnią karną ekspedycją Izraela w Gazie Liga Arabska zachowała niebywałą wstrzemięźliwość w krytyce Izraela, można wręcz było pomyśleć, że bombardowanie Hamasu było na rękę przywódcom arabskim.

    Bardzo ważną kwestią jest też irański atom. Jeśli Irańczycy zdobędą broń atomową, za chwilę będą ją mieli Saudowie, a jeśli Saudowie, to czemu nie Egipt. Uwzględniając niestabilność regionu, tworzy to dużo poważniejszy problem niż Ukraina, co Putin świadomie wykorzystuje.

  8. @ zz

    Co do pierwszej kwestii. Odrzucanie wynikow badan najczesciej sie msci. Przekonano sie o tym w 2006 roku, gdy wszystkie znaki „na niebie i ziemi” wskazywalo zwyciestwo Hamasu w wyborach promowanch przez USA. Wyniki na ktore sie powoluje pochodza z badan instytucji nie zwiazanych z rzadami krajow arabskich – i to tez jest wazne.
    To, co Pan pisze jest prawda ale niekoniecznie poglady wladz np. Egiptu sa zgodne z sentymentami spoleczenstwa. Egipt jest dosyc dobrym przykladem, szczegolnie teraz gdy do wladzy w wyniku przewrotu ( akurat swiat zachodni nigdy tego tak nie nazwal) doszedl prezydent -general, ktory wprowadzil prawa pozwalajace na masowe oskarzenia o dzialalnosc terrorystyczna. Sadzac po tym, co sie obecnie dzieje w Egipcie trudno stwierdzic, ze nowa wladza wyraza powszechne odczucia spoleczenstwa. Dlatego na samym poczatku mego komentarza zanaczylem, iz nalezy sprecyzowac, kogo mamy na mysli pod pojeciem „Arabowie”.
    Co do Iranu, Arabii Saudyjskiej itd. Walka o wplywy w regionie miedzy tymi krajami trwa od pewnego czasu i nie sadze by miala sie szybko skonczyc – wylaczjac z naszych rozwazan niespodziewany regionalny kataklizm. Jesli zas wierzyc roznym przekazom to Arabia Saudyjska w tej chwili nie posiada broni nuklearnej ale ma dostep do arsenalu pakistanskiego – wojskowi z Pakistanu sa dosyc aktywni w regionie, czesc z nich sluzy w armiach panstw regionu.
    Egipt jak i Jordania podpisaly umowy z Rosja na budowe elektrowni atomowych. Nie wiem czy akurat to mial Pan na mysli odwolujac sie do Putina. Warto jednak zauwazyc, ze Rosja nie jest najbardziej aktywna sila zewnetrzna w regioniw, a przynajmniej nie jest panstwem odpowiedzialnym za postepujaca destabilizacje – tu akurat pierwszenstwo nalezy sie sojusznikowi zza oceanu wraz pomniejszymi sojuszniczymi „mocarstewkami” europejskimi.

    I na koniec jeszcze o islamistach. Najgrozniejsze islamistyczne ugrupowania w regionie sa wspierane i finansowane przez bogate kraje Zatoki, nie przez Iran. Przyczyny tego sa zarowno religijne jak i polityczne.

    Pozdrawiam

css.php