Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie Orient Express - blog Agnieszki Zagner o Bliskim Wschodzie

23.05.2019
czwartek

Palestyńczycy coraz bardziej przypierani do muru

23 maja 2019, czwartek,

Pod koniec czerwca w Bahrajnie ma się odbyć zapowiedziana kilka dni temu przez USA konferencja o przyszłości Palestyny. I znowu bez Palestyny.

Zawrzało, kiedy Biały Dom ogłosił, że podczas konferencji ogłosi pierwszą część planu pokojowego przygotowywanego pod okiem Jareda Kushnera. Plan ma uwzględniać potencjalne korzyści gospodarcze dla Palestyny w przypadku rozwiązania konfliktu. Wprawdzie nie będzie mowy o kwestiach kluczowych z punktu widzenia Palestyńczyków, o które rozbijały się dotychczasowe wysiłki rozmów pokojowych, czyli o granicach, statusie Jerozolimy, powrocie uchodźców czy bezpieczeństwie.

Rząd w Ramallah już nazajutrz oświadczył, że żadnych konsultacji z nim nie przeprowadzono. Podkreślił, że plan pokojowy, w którym nie ma mowy o państwie dla Palestyńczyków, i tak się nie powiedzie. To stanowisko znane od dawna – Abu Mazen wielokrotnie mówił, że nie podpisze porozumienia bez gwarancji utworzenia suwerennego państwa ze stolicą w Jerozolimie oraz zakończenia okupacji Zachodniego Brzegu. Takie warunki brzegowe.

Wygląda jednak na to (choć szczegółów tzw. planu stulecia jeszcze nie ujawniono), że Biały Dom nie planuje wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom. Ameryka ery Trumpa jest raczej w stanie zimnej wojny z Ramallah. Po decyzji o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela i zamrożeniu amerykańskiego finansowania dla UNRWA Waszyngton stał się dla Palestyńczyków niewiarygodnym mediatorem. Dość dobitnie wyłożył to w „New York Timesie” Saeb Erekat, szef palestyńskich negocjatorów.

„Nie będzie ekonomicznego dobrobytu w Palestynie, jeśli nie zakończy się okupacja” – pisze Erekat. „To, o co stara się administracja Trumpa, nie jest porozumieniem pokojowym, ale palestyńską deklaracją kapitulacji” – dodaje. Twierdzi, że stronniczy mediator walczy tylko o ustępstwa. „Ustępstwa”, jakich administracja Trumpa zażąda od Izraela, są tymczasem marginalne. Przede wszystkim nikt nie zażąda, by zaprzestał kontrolować palestyńskie tereny.

Erekat odrzuca pomysł pobudzenia palestyńskiej gospodarki. Jego zdaniem wzrost gospodarczy nie może być „zamiennikiem dla prawa do życia w godności, wolnym od wojskowej okupacji, opresji w naszej ojczyźnie”. Erekat powołuje się na raporty ONZ i Banku Światowego. Wynika z nich, że to Izrael kontroluje zasoby naturalne na Zachodnim Brzegu, jego granice, utrzymuje blokadę Gazy, izoluje Wschodnią Jerozolimę. Do pewnego stopnia jest to prawda. Są to okoliczności zewnętrzne, na które Palestyńczycy nie mają większego wpływu. Ale są i takie, na które mają wpływ. Miliony przeciekają im przez palce, wielu ludziom nie wystarcza do pierwszego.

Są zresztą badania na ten temat. Pokazują, że za najważniejszy problem mieszkańcy uważają kryzys ekonomiczny, tuż potem wymieniają korupcję. Przed okupacją, która zajęła trzecie miejsce. W Palestynie nie odbywają się wybory, mało jest posad w biznesie, o posadach publicznych decydują układy, a nie kompetencje, ulgowo traktuje się niektórych ludzi przy zakupie samochodów (oficjeli, osoby, które przesiedziały więcej niż 20 lat w izraelskich więzieniach), co uszczupla wpływy do budżetu, do tego rozdęte do granic wynagrodzenia dla wysokich oficerów służb, wypłaty, a nawet podwyżki dla pracowników nieistniejących już linii lotniczych – to nie są przejawy myślenia prorozwojowego.

Administracja Trumpa nie chce ponoć proponować rozwiązania opartego na idei dwóch państw, ale – zauważa Saeb Erekat – nie chce mówić też o alternatywie, czyli jednym demokratycznym państwie dla wszystkich obywateli. „Zatem to, o czym chce mówić, to konsolidacja »rzeczywistości jednego państwa«: jedno państwo Izrael, kontrolujące wszystko, narzucające dwa różne systemy, jeden dla izraelskich Żydów, drugi dla Palestyńczyków. To się nazywa apartheid” – zaznacza Erekat. Czy taki jest cel administracji Trumpa? – pyta. I sam sobie odpowiada: skoro prezydent zdjął Jerozolimę ze stołu negocjacyjnego, uznając ją za stolicę Izraela, to samo próbuje zrobić z uchodźcami, blokując fundusze dla nich przeznaczone, zamykając misję PLO w Waszyngtonie i amerykański konsulat w Jerozolimie, utworzony w 1857 r.

Nie wyłania się z tego żadne pozytywne przesłanie. Widać, że po stronie palestyńskiej nie ma zaufania do Amerykanów, a bez tego trudno mieć nadzieję na przełom na Bliskim Wschodzie. Wychodzi na to, że żadna konferencja – czy to w Warszawie, czy to w Bahrajnie – nas do niego nie przybliży.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. Ale mnie brakuje czegoś. Wyjaśnienia problemu tych setek rakiet z rur kanalizacyjnych czy z rynien na deszczówkę, którymi Hamas właściwie bez przerwy bezcelowo i nieskutecznie „ostrzeliwuje” Izrael. Jedynym efektem tego jest dawanie pretekstu do bombardowań i ostrzeliwania Strefy Gazy przez F16 i F35, mordowanie setek Palestyńczyków i zaognianie sytuacji. Rozumiem, że jest to symbol stawiania oporu, ale nie pozostaje on też bez wpływu na świadomość izraelską z fatalnymi z czasem dla Palestyńczyków skutkami. Banalnie mówiąc, każda wojna zmienia nie tylko na przegrywających ale równie fatalnie i na wygrywających.
    Czy mam rozumieć, że są siły, które celowo pomagają Hamas żeby tylko podsycać tę nienawiść i kontynuować wojnę? Chyba nie Egipt ani Syria ani Jordania ani Liban.

  2. To tak jakby Hitler był w roku 1940 mediatorem pomiędzy Niemcami a Polską. 🙁

  3. Ten sam argument co ty wysuwali Niemcy np. po zamachu AK na Franza Kutcherę. 🙁

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kto stał w roku 1944 za AK jak nie USA i UK?

  6. USA i rządzący nimi Izrael to jest współczesna III Rzesza 🙁

  7. Hańbą jest, że Polska utrzymuje stosunki dyplomatyczne z rasistami rządzącymi obecnie USA i Izraelem. 🙁

  8. Adam Szostkiewicz napisał do mnie 23 maja o godz. 18:36
    Pan nie zauważył, że po tzw. Starym przyszedł Nowy Testament. Religijne prawo żydowskie nie obowiązuje w chrześcijaństwie.
    https://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2019/05/20/polacy-za-dymisja-i-komisja/
    Co Pani Redaktor na to?

  9. wiesiek59 23 maja o godz. 20:21
    NATO od dawna istnieje tylko teoretycznie.

  10. Verze coś świta. Pól prawdy, ale lepiej niż reszta komentarzy.

  11. Erakat przymierza do Izraela apartheid który istnieje tylko w jego wyobraźni. Izrael jest od pierwszej chwili jego istnienia państwem dwu- i wielo- narodowym i prosperuje. 2 mln innych narodów w Izraelu nawet to sobie chwali. Kiedy nadejdzie czas, Izrael zaproponuje obywatelstwo 1.5 mln mieszkańcom Autonomii Palestyńskiej i i międzynarodowe uznanie granicy z Gazą, która stanie się oficjalnie uznanym państwem palestyńskim.
    Erakat i Muhammad Abbas też zostaną zaproszeni, ale chyba zechcą paszport francuski, albo nawet polski.

  12. Nomen Omen Dręczypupka 23 maja o godz. 21:45‎
    Izrael jest armią która ma namiastkę państwa, nielegalnym syjonistycznym czyli rasistowskim ‎tworem w którym obowiązuje ścisły apartheid i talmudyczne prawo – taki szariat, tyle że w ‎specyficznej, żydowskiej odmianie. Izrael utrzymuje się na wrogim mu Bliskim Wschodzie ‎tylko dzięki ogromnej pomocy otrzymywanej codziennie, nawet w szabas, od amerykańskich ‎podatników, ale ponieważ sytuacja gospodarcza USA pogarsza się z roku na rok, to już niedługo ‎Amerykanie będą mieli dość utrzymywania Izraela, a poza tym, to Ameryki nie będzie, i to już ‎niedługo, stać na utrzymywanie floty lotniskowców i bardzo kosztownego systemu baz poza ‎granicami USA, a to z kolei oznaczać będzie w praktyce koniec Izraela, szczególnie, że w ‎Izraelu nie ma tamtejszego Mandeli, który by wynegocjował pokojowe zakończenie ‎syjonistycznej okupacji Palestyny. Tak więc Izrael skończy tak jak III Rzesza, na której się on ‎zresztą od lat wzoruje i dopiero na jego zgliszczach powstanie prawdziwie wolna Palestyna. ‎Problemem będą zaś miliony żydowskich uchodźców, których znów, jak w latach 1930-tych, ‎nie będzie chciał przyjąć żaden kraj z USA na czele. Ale to na szczęście nie jest nasz problem, a ‎tylko problem tych nielegalnych syjonistycznych osadników okupujących prawem kaduka ‎Palestynę od roku 1948.‎

  13. As has been elucidated by many people – including my colleague Ben White in one of his excellent books, and myself in this column – Israel is an apartheid state. This does not mean that Israel is the same in every single respect as South Africa was under its discredited apartheid regime. What it does mean is that Israel is practicing a system of apartheid – in law and in practice – against the Palestinian (and Syrian) peoples.

    Apartheid has a precise definition under international law. It is outlawed in documents including the International Convention on the Suppression and Punishment of the Crime of Apartheid.

    Israel fits the bill. For example, different systems of law are enforced for Palestinians and Israeli settlers in the West Bank. Despite the fact that the presence of settlers is prohibited by international law, Israelis there have a favourable legal regime compared with the military law that Palestinians are subject to in the occupied territory.

    It is increasingly and widely accepted that Israel is an apartheid state. A landmark UN report last year confirmed this in detail, finding “beyond a reasonable doubt that Israel is guilty of policies and practices that constitute the crimes of apartheid.” Although the report was supressed after threats and intimidation from the Trump administration, its conclusions of fact were never seriously disputed.

    One of the issues that is sometimes said to mark out a very real difference between South Africa and Israel is the relative power and influence of the respective South African and Israeli lobbies in the West. There may well be something to that argument. However, I was most interested recently to review some examples of historical apologetics for South African apartheid. The similarities in the documents with Israeli propaganda are uncanny, with literally identical wording in some cases.

    The documents were unearthed by Canadian PhD student Michael Bueckert. He runs the excellent @AntiBDSApp Twitter account which provides a close look at contemporary Israeli propaganda.

    Bueckert has posted extracts from several examples of the documents online. For someone like me who is familiar professionally with how modern-day Israeli propaganda operates, the similarities are legion. It would be suplurfulous to list them all, but here are some of the most telling examples.

    In a 1987 magazine apologetic for South African apartheid, it was claimed that “South Africa is judged by double, triple, and even quadruple standards” due to the anti-apartheid movement. A common theme of Israeli propaganda is that critics are guilty of “double standards” if they do not also mention every other country in the world any time they condemn an Israeli war crime or act of racism.

    In fact, pro-Israel groups are even currently trying to embed this ridiculous standard into the law in western countries. This includes the attempt to outlaw criticism of Israel using the bogus International Holocaust Remembrance Alliance (HRA) “working definition” of anti-Semitism, the document that has been so damaging to the Labour Party this year.

    This preposterous “definition” — which should be scrapped altogether — claims that “applying double standards” to Israel is an “example” of anti-Semitism. This is not only wrong in fact, it is wrong in principle and dangerous to any genuine effort to combat real anti-Semitism.

    Another fascinating document that Bueckert unearthed was a 1985 pro-apartheid comic created by Disney cartoonist Vic Lockman, and distributed by a far-right group in Canada. The comic contains openly racist caricatures of Black people, both in the illustrations and in the racist ideology put forward in the text.

    Some of the propaganda apologetics for South Africa in the comic were identical to much of that currently used by Israel. This is no coincidence. Both regimes rest on a system of White supremacy.

    One of the comic’s panels claimed that South Africa’s enemies wanted to “Drive South Africa into the Sea!” Replace “South Africa” with “Israel” and this could have been written today as it is a common refrain of Israeli propaganda that “the Arabs want to drive us into the sea” even though the reality is diametrically opposed to this. In truth, it was Israel that literally drove Palestinians into the sea in Haifa and in other places during the 1948 Nakba ethnic cleansing operations by the forerunners of the Israel Defence Forces.

    Another claim in the comic was that “1 man, 1 vote” was an existential danger to both white and Black people in Africa, and that Black people are “ill equipped for self-rule”. The racist claim that “the natives” are incapable of ruling over themselves it quite common in imperialist ideology.

    What was essentially being argued by the comic was that the call for equality in South Africa was actually a veiled threat of the genocide of white people. In exactly the same way today, Israeli propaganda claims that calls for a single democratic state in the whole of historic Palestine are actually “anti-Semitic” calls for “genocide”. Professor Marc Lamont Hill of Temple University was just fired as a CNN contributor in the US for advocating democracy and equal rights for all.

    Finally, the comic attacked “Our liberal ‘do-gooders’” in the US for advocating boycott, divestment and sanctions against South African apartheid. “Africans will be the first to suffer” from BDS, the comic strip claimed. Again, this is a tediously common refrain of Israeli propaganda.

    Israeli propaganda is recycled from the dustbin of South African history. It didn’t fool people of good will then, and it doesn’t fool us now. We ended South African apartheid then; it’s time to end the Israeli version now.
    https://www.middleeastmonitor.com/20181203-israeli-propaganda-is-recycled-from-the-dustbin-of-south-african-history/

  14. Zdumiewające, że dla tak wielu zachodnich dziennikarzy „Palestyńczycy” to dyktatorzy, którzy traktują zwykłych Palestyńczyków jak mieso armiatnie. Zdumiewające ile zaufania do dyktatorów i do zachdnich ekspertów, którzy mają za sobą tyle niepowodzeń. Sytuacja zwykłych Palestyńczyków systematycznie pogarsza się w miare tych „pokojowych” wysiłków, a dyktratura sie nasila. Ale nie, okazujemy „wspólczucie” Palestyńczykom, to znaczyt tylko tym, którym ci wstreętni Izraelczycy utrudniają zabijanie Żydów.
    Pierwszy plan, ktory odwraca priorytety i na pierwszym miejscu stawia zwykłych ludzi traktowany jest z najwyższa pogardą i przez dyktatorów i przez Zachodnie media. Przecież im gorzej tym lepiej, więcej forsy dla gangsterów i więceju okazji do udawania współczucia. A co tak naprawdę myślą zwykli Palestyńczycy? Niektórzy próbują się tego dowiedzieć. https://www.youtube.com/watch?v=mkRj4a0AXnE

  15. Koraszewski 4 czerwca o godz. 19:22
    Do rychłego zobaczenia na ul. Marszałkowskiej 82 w Warsze. 😉

  16. Koraszewski 4 czerwca o godz. 19:22‎
    Zajmij się Acan lepiej tym, co się pisze o izraelskim apartheidzie na tzw. Zachodzie i generalnie ‎o dyktaturze syjonistów w Izraelu, która prowadzi ten nieszczęsny kraj do upadku i ciesz się, że ‎tow. Wiesław w swej wielkiej mądrości nie pozwolił Ci na emigrację do tegoż Izraela.
    Niestety, ‎ale nie ma wśród Palestyńczyków odpowiednika Nelsona Mandeli ani też wśród Izraelczyków ‎podających się za Żydów nie ma odpowiednika Fryderyka Wilhelma de Klerka, a więc obecnie ‎rządząca Izraelem ekipa syjonistów skończy podobnie jak święty Mikołaj II Aleksandrowicz ‎Romanow, z bożej łaski ostatni cesarz rosyjski, król Polski, wielki książę Finlandii etc. etc. czy ‎też jak Louis August de Bourbon, Obywatel Louis Cape czyli inaczej Ludwik XVI.‎
    Oczywiście, że na skutek rasistowskiej polityki syjonistów rządzących Izraelem od roku 1948 ‎sytuacja zwykłych Palestyńczyków systematycznie pogarsza się z roku na rok, ale to musi ‎doprowadzić wcześniej niż później do kolejnego powstania, tym razem zwycięskiego, jako że ‎główny sponsor Izraela, czy USA ma dziś ważniejsze problemy na głowie niż sztuczne ‎utrzymywanie przy życiu tego rasistowskiego syjonistycznego mini-państewka na Bliskim ‎Wschodzie.‎
    A co myślą zwykli Palestyńczycy? To samo co myśleli zwykli Polacy pod niemiecką okupacją, ‎a więc jak tu w miarę bezpiecznie przeżyć kolejny dzień tej okrutnej okupacji.‎

  17. Żeby nie było, że czepiam się tylko Izraela: w Kanadzie, podobnie zresztą jak np. w USA czy Australii, doszło w niedalekiej przecież ‎przeszłości, czyli głównie w wieku XVIII i XIX a nawet i na początku XX wieku do ‎prawdziwego genocydu – odpowiednio Indian i Aborygenów, a na Tasmanii nawet do jedynego ‎chyba znanego przypadku wymordowania całego narodu czyli Tasmańczyków i że w związku z ‎tym elity władzy, kultury i tzw. intelektu, odpowiednio Kanady, USA czy Australii wciąż mają ‎potężnego kaca moralnego i starają się z niego jakoś wyjść, kajając się publicznie, tyle że nie ‎za swoje najgorsze zbrodnie, a tylko za ich sztucznie wykreowane substytuty o znacznie ‎lżejszym ciężarze gatunkowym. I nie oszukujmy się – tych prawdziwych zbrodni na Indianach ‎czy Aborygenach dopuścili się zachodnioeuropejscy kolonialiści – w w/w państwach z UK, czyli ‎przeważnie Anglicy, którzy z tego powodu powinni być traktowani tak jak Niemcy zaraz po II ‎wojnie światowej, czyli jako naród zawodowych morderców. Dodajmy do tego genocydu także ‎np. ofiary klęsk głodu w Bengalu, a to są przecież miliony. Obozy koncentracyjne to jest też ‎przecież wynalazek brytyjski – Niemcy „wynaleźli” zaś „tylko” obozy masowej zagłady, ‎głównie dla Żydów (wł. Chazarów, ale to nie jest w tym miejscu istotne).‎
    Nie znaczy to, że inne narody Europy Zachodniej były lepsze – Francuzi, Hiszpanie, ‎Portugalczycy oraz Holendrzy też mają przecież miliony ofiar swojego kolonializmu na koncie, ‎a liczbę ofiar belgijskiego kolonializmu w samym tylko Kongo liczy się na co najmniej 10 ‎milionów, zaś na ogół podaje się liczbę 20 milionów Murzynów, głównie z Katangi, ‎zapracowanych przez belgijskich kolonizatorów na śmierć. Pisał o tym zresztą „nasz” Conrad.‎

  18. Natomiast to obecne publiczne kajanie się Trudeau jr. jest oczywiście nieszczere i na pokaz, ale ‎niestety – elity władzy i pieniądza w Kanadzie, USA czy Australii wywodzą się przecież od ‎najgorszej kolonialnej hołoty, która potrafiła wymordować cale narody (np. Tasmańczyków) w ‎imię tzw. white man’s burden (brzemienia białego człowieka), czyli sloganu, używanego do ‎uzasadnienia kolonializmu jako misji humanitarnej, misji krajów kultury tzw. chrześcijańskiej, ‎misji polegającej w teorii na walce z głodem i chorobami, upowszechnianiu oświaty, ‎wprowadzaniu swej administracji, zdobyczy techniki i tzw. chrześcijańskich obyczajów etc. ‎Niestety, ale szkody wyrządzone w Afryce, Ameryce i Azji przez zachodnioeuropejski ‎kolonializm są tak ogromne, że moim zdaniem jedynym wyjściem jest opuszczenie tych ‎kontynentów przez Europejczyków i ich potomków, gdyż szkód wyrządzonych tam przez ‎zachodnioeuropejski kolonializm nie da się przecież naprawić. W tym kontekście, to owo ‎ostatnie wystąpienie Trudeau jr. jest oczywiście tylko zwyczajną hipokryzją, godną jedynie ‎potępienia, nieudolną próbą zamaskowania znacznie gorszych zbrodni przez przyznanie się do ‎zbrodni o znacznie mniejszym ciężarze gatunkowym.‎

  19. Inna sprawa to kretyńsko wręcz głupia polityka „etniczna” (nie)rządów Kanady, USA czy ‎Australii, czyli polityka trzymania Indian czy Aborygenów w de facto rezerwatach. Ja dawno ‎już postulowałem, aby oddać Australijskim Aborygenom np. Terytorium Północne, z jego ‎bogactwami mineralnymi i niech się oni tam sami rządzą i podobnie można by zrobić z ‎Indianami w Kanadzie czy w USA, wydzielając im Indiańskie terytorium bogate w złoża ‎minerałów. To nie byłyby te przeludnione, pozbawione bogactw naturalnych i dobrych gleb ‎bantustany RPA a spore państwa, zdolne do samodzielnej egzystencji. W ten sposób ‎zakończono by też obecny de facto apartheid w Australii i w Kanadzie oraz USA, ale niestety, ‎elity tam rządzące nie zdecydują się na taki krok, gdyż musiałby one oddać rdzennej ludności ‎znaczną część bogactw państw, którymi oni zarządzają. Tak więc Australię i Kanadę a nawet i ‎USA czeka więcej takich „rewelacji” a la M. Trudeau jr., a Chińczycy i Hindusi zapewne w ‎odpowiednim momencie to wykorzystają, wysyłając swoje korpusy ekspedycyjne do Australii i ‎Kanady a nawet i USA, aby bronić tamtejszych tubylców oraz odpowiednio Chińczyków i ‎Hindusów przed genocydem. Precedensów mamy tu aż nadmiar – chociażby rozbiory Polski ‎dokonane w XVIII wieku w imię niesienia pomocy rzeczywiście prześladowanym w I RP ‎innowiercom (np. dyskryminująca ich Konstytucja 3 Maja) czy też XX-wieczne rozbiory ‎Czechosłowacji przez Niemcy i Polskę (pretekstem były wtedy rzekome i nierzekome ‎prześladowania odpowiednio Niemców i Polaków w owej Czechosłowacji) oraz rozbiór Polski ‎pomiędzy Niemcy i ZSRR dokonany we wrześniu 1939 roku też pod pretekstem ochrony ‎mniejszości narodowych (odpowiednio Niemców przez III Rzeszę, a Białorusinów i Ukraińców ‎przez ZSRR). W realnym kapitalizmie nie ma bowiem niczego za darmo, a więc trzeba będzie ‎zapłacić nie tylko za tanią w swoim czasie siłę roboczą, ale także i za zrabowane bogactwa ‎naturalne. Komornik wspomagany przez zbrojnych osobników zapuka wiec niebawem do drzwi ‎możnowładców tzw. Zachodu, jako iż globalna dominacja owego Zachodu ma się ku końcowi. ‎My tego zapewne nie dożyjemy, ale następne pokolenie zapewne będzie świadkami i ‎uczestnikami tego nieuniknionego przecież procesu.‎

  20. Nie muszę chyba dodawać, że upadek gospodarczy i militarny tzw. Zachodu oznaczać musi ‎koniec istnienia Izraela, przynajmniej w jego obecnej, syjonistycznej czyli rasistowskiej postaci.‎

css.php